środa, 27 sierpnia 2014

o27 " Nienawidzę siebie i jego równocześnie."

*Caroline*

Czułam ból, który przechodził przez całe moje ciało. Jad wilkołaka, Klaus, aż tak mnie nienawidzi, że z każdą chwilą rani mnie jeszcze mocniej. Odepchnął mnie na ziemię i językiem oblizał moją krew, z swoich warg. Zaśmiał się szyderczo, zabrakło mi słów, moje ciało przeszywał ostry ból, a w głowie szumiało mi jak po dobrej imprezie. Leżałam tak tylko patrząc na niego, próbując nie okazywać słabości. Czułam jego satysfakcję, że w końcu mógł do końca mnie skrzywdzić, udało mu się. Po chwili już go nie było, wstałam i pobiegłam w stronę auta. Wiem, że bracia Salvatore mają trochę krwi Klausa, ale wątpię żeby akurat przeznaczyli ją na mnie.

*Klaus*

Wracam! Zaczyna docierać do mnie co zrobiłem. Co zrobiłem Caroline, jedynej istocie na ziemi, która starała się o mnie i wydawała się być szczera w swoich uczuciach. Wiem, potraktowałem ją jak śmiecia-rozmyślam nad tym, a na ustach pojawia mi się szyderczy uśmiech. Rozglądam się dookoła. Siedzę w jakieś zapyziałej dziurze, zwanej barem, i śmierdzi tutaj jakby ktoś umarł parę tygodni temu. Skinięciem ręki przywołuje do siebie barmankę-śliczną rudowłosą pannę.
-Podać coś? -wyrwała mnie z otępienia.
-Siebie-na jej twarzy zagościł przelotni uśmiech.- Całego burbona i 2 szklani.
Zrobiła to co powiedziałem i nalała do obu.
Nachyliłem się do niej i wymruczałem jej w ucho:
-Wypij ze mną-i lekko musnąłem ustami jej ucho.
Dziewczyna zrobiła się czerwona jak jej włosy, ale złapała za szklane i piła razem ze mną.
Dobrze, że lokal był całkiem pusty, bo sex na stole przed klientami nie wypada, ale co mnie to interesuje.
Gdy wychodziłem powiedziałem, że zadzwonię, ale jakby się tak zastanowić to nawet jej numeru nie mam. Ahh te dziewczyny takie naiwne.
Dobrze zamknąłem za sobą drzwi, ale gdy tylko się obróciłem, coś z wielką siła uderzyło mnie w twarz.

*Caroline*

Kol mnie znalazł, odstawił do jakiegoś magazynu i gdzieś pojechał. Mam straszną gorączkę, a przed oczami mam tylko Klausa. Wszystkie momenty z nim. I ta nienawiść, która wciąż wzrasta. Zaczynam płakać. Sama nie wiem dlaczego przejmuje się tym dupkiem. Nienawidzę siebie i jego równocześnie. Nie wiem kogo bardziej!! Dlaczego musi być akurat takim dupkiem? Szczerze to wole zginąć tu i teraz niż znów na niego patrzeć. Niż przeczesywać jego delikatne włosy, patrzeć w te przejrzyste niebieskie oczy i słuchać jego melodyjnego głosu, z tym przecudownie, sexownym, brytyjskim akcentem.W sumie co ja się dziwie. Jak można się w nim nie zakochać? Żadne wyłączanie emocji, wypieranie się tego nie zmieni moich uczuć do niego. Czuje, że on też mnie kocha.
Coś przerywa moje rozmysły, głośny szelest, szuranie o podłogę i uderzenie o posadzkę obok mnie.
Właśnie o tym widoku nie marzyłam przed śmiercią.

***********************************

Boże tak! rozdział, krótki jak nic! Ale w końcu udało mi się napisać chodź tyle, jest fatalny, nudny  i nie wiem co jeszcze. Żałuje, ze kiedyś zmieniłam tą akcje, ze to wszystko było wyobrażenie Caro, ale może akurat moja wena wróci i uda mi się napisać coś więcej, ten post jest tworzony parę miesięcy i często zaglądałam do niego tylko po to żeby popatrzeć i dopisać 2 słowa, bądź poprawić 2 słowa :D
Myślę, ze uda mi sie napisać jeszcze z 2 rozdziały i zakończyć tego bloga :D Chyba, ze będzie więcej pomysłów, albo ktoś zgodziłby się prowadzić go ze mną :) Jeżeli byli by jacyś chętni to proszę o kontakt może być na pocztę  siplley@gmail.com.
Pozdrawiam :)